E-mail:   Hasło:     Jeżeli nie pamiętasz hasła wpisz sam adres e-mail.
System przyśle Ci list z przypomnieniem hasła.Pokaż wszystkie | Odpowiedz | Zarejestruj się | FAQ  
 
Infirmity

Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść
Infirmity

Dzień Dobry,

Najpierw nieco skrótowo... Mam 21 lat, studiuję. Z depresją i jej ciężkimi nawrotami zmagam się od lat dwóch. Nigdy nie podjąłem próby samobójczej, choć kilka razy było już bardzo blisko. Myśli samobójcze nie mijają od bardzo dawna. Nie chcę się jeszcze zabijać, choć prawie nic już mnie nie cieszy. Leczę się psychiatrycznie poprzez przyjmowanie leków z grupy SSRI, z uwagi na ich silne działanie przeciwlękowe. Bez tego nie byłbym w stanie funkcjonować wśród ludzi. Zdiagnozowano u mnie osobowość chwiejną emocjonalnie (popularny borderline). Żyję stosunkowo samotnie, nie mam pojęcia czy mi z tym dobrze. Może nawet zahacza to o jakąś aspołeczność. Moja seksualność jest również pokręcona, toteż odcinam się od niej. Najpewniej jestem jednak homoseksualny.

Czuję się zupełnie inny i myślę inaczej niż ludzie w moim wieku. Nie mam pojęcia o czym mógłbym rozmawiać z ludźmi których mijam na studiach. Odsuwam się, być może w obawie przed odrzuceniem albo stratą kogoś kogo faktycznie bym już polubił. Nigdy jednak do tej pory nie byłem zupełnie samotny. Potrafię tworzyć głębokie, oparte na wielkiej szczerości i przywiązaniu przyjaźnie. Zawsze wolałem mieć jednego, dwóch najlepszych przyjaciół, niż prowadzić wiele płytkich znajomości. Kogoś takiego mam jeszcze póki co teraz. Niestety człowiek ten sam zmaga się ze swoją psychiką, przez co czasem oberwę odłamkiem jego złego nastroju. Boję się Go stracić, bo nikt nie dał mi w życiu takiego zrozumienia i akceptacji, choć ta przyjaźń jest czasem źródłem dużego cierpienia. Za kogoś tak bliskiego z chęcią oddałbym życie. To przywiązanie jest jednak niesymetryczne. Raczej to mi trudno sobie wyobrazić, by mogło Go zabraknąć, niż w drugą stronę. Z uwagi na jego emigrację widzimy się rzadko i pewnie będziemy się oddalać. Niestety w jakimś stopniu się to dzieje.

Wykańcza mnie ekstremalna zmienność nastroju. Zdarzają się chwile euforyczne, choć dominują doły najgłębsze z możliwych. Nie cieszy mnie już praktycznie nic. Życie mi się nie kalkuluje. Miałem kiedyś wielką pasję i plany, lecz wszystko zbladło. Nie mam już żadnej motywacji. Przez niemal połowę życia szukałem jakiejś pomocy we wciąż ewoluujących problemach (przez okres szkoły byłem na granicy fobii społecznej). Niestety psychologia zawiodła, przez co nie mam już ochoty na kolejne terapie. Utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że niewiele da się ze mną zrobić. Jedyną odskocznią od rozważania własnego samobójstwa jest czasami nauka, którą niekiedy udaje mi się zająć myśli. Niemniej wszystko sprowadza się do tego, by próbować nie myśleć o odejściu.

Od lat chciałbym żeby ktoś mnie po prostu przytulił. Jest to potrzeba męskiego przytulenia. Tylko i aż tyle. Kiedyś wydawało mi się, że mam w sobie wielki altruizm. Poza posiadaną niegdyś pasją, sens życiu nadawała mi wizja, że mógłbym się kimś zaopiekować, pomóc. Analiza tego pragnienia uświadamia mi jednak, że chciałbym zwyczajnie dawać to czego sam tak bardzo potrzebuję. Jestem ekscentryczny i choć pewne elementy tej dziwności lubię, wszystko w ostatecznym rozrachunku pcha mnie ku śmierci. Nie wierzę, że mogę być szczęśliwy. Próbowałem i zawsze się przejechałem. Ile można próbować?

Dodano 7 dni temu
Wiadomość przeczytana 223 razy

« | Strona główna | »

   Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść / Infirmity
      Re: Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść / emka
          Re: Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść / Infirmity
              Re: Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść / szrama
          Re: Nie będę ogyginalny - chciałbym odejść / Eryk1225


dodaj odpowiedź

Autor: 
Temat: 
Treść: 
Twój nastrój: