Minionej nocy śniły mi się poranione zwierzęta, bez kończyn, niektóre bez głowy, które drżąc były pazurami rozszarpywane przez demony. Poruszałem się po zniszczonym mieście, jakby po apokalipsie, na ulicach biegały różne poczwary i robiły krzywdę ludziom. Jeden z demonów raził prądem człowieka leżącego na zniszczonych torach tramwajowych. Miał na sobie ciężki mruczący sprzęt, trzymał pastucha. Świecący kwadratowy ekran zamiast twarzy. Gdy mnie zobaczył to zaczął za mną biec, z całym tym ciężarem poruszał się szybciej ode mnie. Dogonił mnie i uderzenia prądem już nie poczułem, bo zerwałem się z łóżka.
Regularnie śnię o demonach próbujących mnie rozerwać. Jakby sen był bezpieczną obserwacją piekła zza szyby, która po śmierci zamieni się w coś bardzo realnego.