E-mail:   Hasło:     Jeżeli nie pamiętasz hasła wpisz sam adres e-mail.
System przyśle Ci list z przypomnieniem hasła.Pokaż wszystkie | Odpowiedz | Zarejestruj się | FAQ  
 
Tomasz1992

Ja i mój syf.
Tomasz1992

Cześć, mam na imię Tomasz i mam 27 lat. Pisze tego posta w zasadzie nie wiem czemu, pewnie nikomu bym o tym nie powiedzial no i nawet nie mam komu. Może pragnę by poczuć się lepiej i wyrzucić to z siebie. Trafiłem tutaj akurat szukając jakichs informacji na temat bezboleśnie śmierci, przypadek?

Hm ktoś by powiedział że opowieść powinno się zacząć od początku ale myślę że nie ma sensu wchodzić aż tak daleko żeby szukać przyczyny dlaczego jestem jaki jestem albo dlaczego inni sprawili że jestem tym czym jestem. W każdym razie opowieść siegalaby podstawówki. Po krótce, straciłem w chuj czasu i życia na uzalanie się nad sobą. Jakis czas było dobrze ale to wszystko nigdy nie było wyłączone tylko zamiecione pod dywan. To tak tylko słowem wstępu.

Cała historia zaczyna się hm od połowy początku marca, gdy zmieniłem pracę i wyjechałem na szkolenie z pracy na 2 tygodnie. Czas tam był dla mnie szczególnie przyjemny, poznalem bardzo fajnych ludzi i miałem bardzo dużo czasu na przemyślenia. Poznałem jedna koleżankę która też w życiu lekko nie miała i raz porozmawialismy sobie od serca co nam się przytrafiło (chodzi mi wlasnie o gimn.). Przed wyjazdem wziąłem telefon do koleżanki i wróciłem do domu. Tam spotkałem się że swoją dziewczyną z którą byłem 5,5 roku i zerwalem z nią. I to nie dlatego że się zakochałem czy zrobiłem to by być z inna. Nic z tych rzeczy a na szkoleniu do niczego nie doszło. Po prostu ten związek zabrał mi część mojej radości z życia na początku a od dwóch lat był już martwy. Potrzebowałem czasu zdała od dziewczyny aby to zrozumieć i to czego chce (jak coś to ma już nowego chłopaka i wydaje się szczęśliwa, cieszy mnie to :))

Nastąpił czas zmian, wyprowadzka, przeprowadzka i uczucie że podjąłem najlepsza decyzję w życiu, oczywiście dalej tak twierdzę mimo tego gdzie się aktualnie znajduje. Znalazłem w sobie dużo motywacji do kształcenia się w firmie której pracuje i aby stać się lepszym człowiekiem. Moja znajomość z nowo poznana koleżanka się rozwijała. Pisaliśmy o wszystkim i coraz częściej zaczęliśmy że sobą rozmawiać wieczorami. Niestety na spotkania nie było wtedy szans bo zbyt duża odległość nas dzieliła a ona dodatkowo studiowała zaocznie więc i czasu nie było ale mi to odpowiadało. Chciałem po prostu mieć z kim pogadać bo nie mam innych znajomych no ale nie powiem że to był jedyny powod zacząłem ja lubić coraz bardziej, podczas związku z była wszystkich straciłem znajomych.

No i tak błogo płynął czas, mieszkałem u mamy aż wróciła z Niemiec do domu bo tam pracuje. Może wyolbrzymilem to co mi powiedziała, może nie miała tego na mysli ale otworzyla jednym zdaniem caly syf ktory mi sie nazbieral przez te wszystkie lata. Juz i tak czułem się w tamtym czasie samotnie i realnie nie miałem z kim się spotkać ani porozmawiać. Poczułem się dla własnej matki niepotrzebnym ciężarem, jak niechciane nie kochane gowno. Może tak na mnie to zadziałało nim już raz w podstawówce tak się przez nią czułem? Żeby nie było ona nie jest zła nawet nie jest świadoma tych rzeczy bo nigdy jej tego nie powiedziałem. W ogóle moje relacje z rodziną są zimne. No ale poczułem że dostałem kopa. Od tego momentu wszystko się zmieniło dla mnie.

Zaczęło się od upierdliwych i nieszkodliwych myśli że jestem zły, niepotrzebny, że jestem gownem i nie zasługuje na to by być szczęśliwym. A to jak zaczynam się czuć no cóż mam to na co zasługuje a szczęście nie jest dla mnie. Stopniowo zacząłem usychac dzisiaj z uśmiechu który miałem wtedy mało co zostało. W przeżyciu kolejnych dni pomagały mi wieczorne rozmowy z koleżanką, po prostu czułem się jak człowiek i nie aż tak bezużyteczny jak większość czasu. Wyciągnęła do mnie rękę gdy tego potrzebowałem ale pasożyt w głowie był nieustępliwy, postępował wolno ale prosto do celu i skutecznie. Zaczalem być przewrazliwiony i myślałem że jestem dla niej upierdliwy i ciężarem... nadrozkminy wygrywamy często. W tym momencie już wiedziałem że będzie mi potrzebna pomoc specjalisty ale dopiero zacząłem o tym myśleć.

Ja już zmieniony, ona ciągle taka sama. W końcu doszło do spotkania. Niby powinienem być bezkresnie zadowolony ale robak nie pozwalal mi się cieszyć pełnia szczęścia i być tym wiecznie głupio usmiechnietym sobą. No cóż weekend był dla mnie wspaniały tak czy siak. Jeszcze przed wyjazdem musiałem wszystko popsuć, zostawiłem list z wypisanymi uczuciami które do niej żywiołem wtedy. Dziś nawet nie jestem pewien czy to co czułem to prawda czy panicznie potrzebowałem kogoś na kim mógłbym się skupić.

Powrót do domu, powrót do swojej rmsmutnej rzeczywistości tylko znajomość już nie mogła być taka sama.

Rozmowa. Niby nic się nie ma zmienić ale czy napewno po czymś takim nic się nie może zmienić? Dla mnie jest przyjaciółka ja dla niej przyjacielem nie jestem, nie dziwię. Prawdopodobnie jestem tylko ciężarem chociaż nigdy mi tego nie powiedziała. Nie mam jej tego za źle w końcu każdy potrzebuje innego czasu by kogoś uznać ale czy po tym co wyspałem wtedy jest w ogóle taka możliwość?

Czas minął, usłyszałem że za bardzo się przyzwyczaiłem do rozmów a ona nie. Okej nie będę już pytał o rozmowy (tylko ja zawsze pytałem o nie). Jak będziesz miala ochote porozmawiać to sama poprosisz o roznowe. Mija czas, checi nie ma rozumiem moj robak bardzo chetnie podowiada mi co moze byc tego przyczyna.

Przyszedł czas na psychologa, psychiatrę i psychoterapeute. Niby dopiero po jednej wizycie ale nie czuje tego. Każdemu mówiłem to samo, proszków żadnych nie dostałem bo psychiatra stwierdził że nie potrzebuje. No ok być może ale chciałem je żeby chociaż chwilę się lepiej czuć. Terapia, jasne jestem chętny. Tylko proszę poczekać bo terminów nie ma. Może być co 2 tygodnie? Heh w 2 tygodnie to ja nie wiem w którym miejscu mogę się znaleźć.

Po napisaniu tego myślę że mój problem.jest mało ważny dla innych i w sumie mało istotne. Ludzie mają ważniejsze problemy niż niska samoocena jakiegoś psychola.

Starałem.sie streścić najbardziej streścić jak mogłem choć wiele pominalem.

A teraz o miejscu w którym jestem.
Czuje się niepotrzebny, zbędny, dla nikogo nic nie znacze. Siedzę płacze bez powodu, nie mam ochoty wychodzić. Czynności które wykonuje tonjuz chyba z rutyny choć zdarza mi się jej już pomijać z braku chęci. Nie wysypisk się czas to po 5h. Budze sie z placzem. Zauwazam tez ze zaczynam obojetniec na wszystko i czesto juz minsie nawet nie chce bronic przed myslami. Generalnie czuje sie zle jesli ktos chce wiedziec mniej wiecej jak to odsylam do filmiku ktory dzisiaj znalazlem i sie przy nim nawet poplakalem szukajac jakiegos wsparcia gdzies. Youtube - ja tego nie wybralam

Przepraszam, wpis wyszedł dłuższy niż sądziłem

Dodano 30 dni temu
Wiadomość przeczytana 270 razy

« | Strona główna | »

   Ja i mój syf. / Tomasz1992
      Re: Ja i mój syf. / decyzjadziwna trochę
      Re: Ja i mój syf. / OutsiderOver
          Re: Ja i mój syf. / Tomasz1992
              Re: Ja i mój syf. / OutsiderOver


dodaj odpowiedź

Autor: 
Temat: 
Treść: 
Twój nastrój: