Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że kilkanaście lat temu pewna pannica zaszła ze mną w ciążę i raczyła zerwać kontakt nie informując mnie o tym szczególe. Przyznaję, że byłem wówczas psychicznym wrakiem, ale jednak dobrym chłopakiem i byłbym w stanie wyjść na prostą i dostosować się do nowej roli.
Skąd podejrzenie? Podstępem z fejkowego konta nakłoniłem ją do opublikowania zdjęcia tego syna na fb. Ma dziewczyna parcie na szkło i poszło łatwo. Jego podobieństwo do mnie jest uderzające.
Jak to odczytuję? Jako wyraz bezgranicznej nieuzasadnionej nienawiści do mojej osoby. Ze wszystkich skurwysyństw uczynionych mi w życiu przez ludzi to byłoby największym.
By mieć 100% pewności, że moje podejrzenia są słuszne (a nie 90%) musiałbym nawiązać bezpośredni kontakt, a tego nie zrobię. I na tym polega tragikomizm sytuacji.