Lisamona.
Jestem chujowym rodzicem. Nie mam pojęcia, co z tym dzieckiem zrobić. I wszystko najwyraźniej robię źle, bo efekty są totalnie odklejone. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy przypominam sobie, jak sądziłam, że dziecko trzeba kochać, szanować i wspierać, a reszta jakoś pójdzie.
Przykladzikj? Nigdy nie było parcia na naukę, dosłownie olewamy to. Raz dziecko napisało test niżej niż zwykle i dramatix. Kilka dni ryku, bo chce mieć dobre oceny... Żadne tłumaczenie nie działa. Żadne. Jemu zależy i koniec.
Komentowanie wyglądu ucinam i pilnuje tego bardzo. Dziecek ryczal kilka dni, bo nie ma sześciopaka... 10 latek ryczy, bo jest za gruby... no ja pierdole...
I tak można mnożyć te sytuacje, niektóre ocierające się o absurd. Przy tym tydzień wyjęty z życia, bo się dziecek panicznie bał czadu (tak, czadu), to przy tym poważna sprawa...
A najlepsze: "nie wiesz, co zrobic, to po prostu bądź przy dziecku". Moje dziecko: "Mamoooo, czemu nic nie robisz, zrob coś, nie kochasz mnie, nie obchodzę cię, no zrob coś w końcu!"
Kurwa. No tyle mogę powiedzieć na ten temat.