Miewam czasem mile uczucie po terapii. Takie jakby ktoś dal kocyk i przyniósł kakao. To takie kojące. Ale potem myślę, że strasznie glupie i chujowo, bo w życiu codziennym takich doświadczeń nie mam.
No i w sumie co z tego? Chyba jeszcze zostały ze 2 miesiące i ciao NFZ. Oczywiście, nie należy się na terapii zbytnio opierac, wiadomo. Ale ostatnio to był jedyny punkt jakiegoś zaczepienia. Jedyna osoba, która wiedziała, co właściwie mi się dzieje. Choć wiadomo, że filtrowalam treści i zdradzałam jakiś procent.
Czy cokolwiek zmieniła ta terapia? Odkopała niechcący bagno. Wolałabym dalej nie pamietac. Teraz wrócę w tę samą ciemność i samotność. Nie żeby terapia sprawiała, że znika samotność... wiadomo. Jedynie dawała jakieś zludzenie.