Ja chyba nie nadaje się do życia. Cały czas słyszę, że przecież każdy ma ciężko, w ten czy inny sposób i tyle, a ja się nakręcam, a przecież wszystkim źle. Więc ja się chyba nie nadaję. Już od jakiegoś czasu odpycham nogą, to co mnie czeka w tym roku, udaje, że jakoś to będzie, w koncu nie ja jedna mam problemy, które muszę ogarnąć, a tymczasem problemy się piętrzą. I coraz ich więcej. I ja oczywiście będę je ogarniać, na ile będę umiała, a w środku będę umierać za każdym razem, przy okazji nie mogąc umrzeć na prawdę, bo jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie. Stoję sobie pod ścianą i czuję jak ciężar tego wszystkiego mnie przygniata.