znalazłam kartkę w starym zeszycie, napisaną przez moją matkę, na której podlicza wydatki i koszty, które poniosła na mnie, heh, lata studiów- nic nie mówię, pomogła mi, natomiast podliczyła mi szkołę podstawową, którą wybrał mi ojciec, była to szkoła prywatna, do której trafiłam po powrocie z zza granicy, ojciec wybrał tę szkołę sądząc, że sobie nie poradzę w normalnej z powodu braków językowych.. a ona mnie za to podliczyła..
...nie wiem czy taką kartkę też sporządziła dla siostry? bardzo przykre... ja musiałam być wpadką.. a nie planowanym dzieckiem. Już nie żyją kilka lat, ale wiele lat męczyło mnie to uczucie nie zrozumienia powodów, dla których ona mnie tak nienawidziła.. Nic jej nie zrobiłam, byłam grzecznym dzieckiem, w szkole radziłam sobie na ile potrafiłam, przechodziłam z klasy do klasy...
...to uczucie bycia gorszą nie wiadomo z jakich powodów zawsze będzie mi towarzyszyło.. a teraz zamiast skupić się nad tym co zaczęłam robić.. myślę o tej kartce, którą przypadkowo odkryłam..
mam żałobę nie tylko z powodu jej śmierci, ale żałobę za tym, że nie miałam kochającej bezwarunkowo matki...
a ojciec pod jej wpływem kiedyś w kłótni wykrzyczał, że inwestycja musi się zwrócić:D
dziecko jako inwestycja..
skoro mnie nie chcieli zawsze mogli mnie usunąć.. może ojciec chciał, a ona nie..a ja do końca życia będe dźwigać ten ciężąr
nie tęsknie za nią, za tym uczuciem., .... dopiero jak umarli poczułam oddech o tego ciągłego porównywania mnie do siostry... które i towarzyszyło całe życie
czuję SMUTEK, że nigdy nie dostałam uznania i czułości, na które zasługiwałam
ale też jakiś rodzaj nienawiści, niestety.... że czułam się tyle lat jak się czułam, a była to jej zasługa... wpierw myślałam, że zasługuję... ale teraz widzę jak bardzo mnie skrzywdziła, też przyczyniła się do tego, że większość rzeczy robię w życiu późnej niż powinnam.. bo wiele lat czułam się jak GÓWNO..
Przez to wieczne napięcie i nienawiść własną, bo nie kochane dziecko, nie przestaje kochać rodziców, a przestaję siebie... pewnie wysiadła mi tarczyca, a potem różne stany zapalane w organizmie w tym endometrioze, przez którą miałam ciążę pozamaciczną... wszystko to jej zasługa w jakimś stopniu... bo żyłam w wieloletnim napięciu... i poczucia bycia gorszym.
wykonałam dużą pracę by z tego się wygrzebać.. przy pomocy terapii, obcych ludzi- częściowo się udało....dlatego teraz jako dorosła, odchodzę z miejsc, które mi nie służą, w których ktoś mnie lekceważy gdy nie daję mu ku temu powodów... teraz mogę się obronić, wtedy było to trudne.. w sytuacji zależności...
ale i tak boli
także ten..
dziś też mam taki gówniany dzień.. i próbuje zająć nauką swoją głowę.. ale to co znalazłam wybiło mnie znów z rytmu
mam straszny uraz do tego, że rodzic potrafi nie równo traktować swoje dzieci.. z jakichś swoich wydumanych, a nie obietywnych powodów. taki rodzic nie zasługuję na bycie rodzicem, to jest tak samo bolesny proceder jak przemoc, nie widoczna, z której człowiek z pewną wrażliwością wychodzi latami...
.. jak widzę coś takiego u innych to mnie skręca... nie chcialeś miec dziecka? to się zabezpiecz..w ostateczności usuń..unikniesz jego wieloletniego cierpienia
moja siostra też traktuję lepiej swoją córkę aniżeli syna... jest to jakaś powtórka z rozrywki, a syn ma kłopoty z psychiką.. jak to stwierdziłą siostra jest to kandydat do samobójstwa, z tymże najważniejsze w tym jest to, że ona się do tego przyczyniła i przyczynia dalej... Córka obrośnięta w piórkach, inwestuję się w nią całą uwagę, kasę, wsparcie, a on.. w tej samej sytuacji co ja lata wstecz
niestety nie mam z nim kontaktu, co też spowodowane jest wieloletnim konfliktem z siostrą.. siostra na bank dobrze o mnie się nie wypowiadała.. zresztą podobna jest z charakteru do matki.. , odnowiłam z nią relacje po śmierci rodziców, ale nie wiem czy był to rozsądny manewr