A ja mam takie pytanie z innej trochę beczki. Odpowiesz jak Ci się będzie chciało. Jak skończyła się sprawa pogryzienia sąsiadki przez Twojego psa? Poszli do sądu zrobić Ci koło pióra, czy nie?
Bo wiesz, jakby mnie pies sąsiada pogryzł, to też mogłabym go od patusów powyzywać i pójść do sądu. Może sąd uznałby niedziałające drzwi za okoliczność łagodzącą, a może doszedł by do wniosku, że obowiązkiem właściciela agresywnego psa jest tak zabezpieczyć drzwi, żeby się nie otwierały.
A do czego pije, mam nieodparte wrażenie, że Ty większą część życia w domku jednorodzinnym spędziłaś, że mieszkania z wielkiej płyty, to nie Twój klimat i nigdy nie będzie. W bloku wielorodzinnym mieszka dużo ludzi, którzy generują i hałas, i inne nieprzyjemne sytuację (patrz piesek), i to się raczej nie zmieni, choćbyś każdego kolejnego wynajmujacego do sądu pozwała. Skądś bedzie słychać muzykę, skądinąd dzieci, a gdzieś indziej ktoś zasmrodzi petem, no życie w bloku. Ja tak cale życie żyje, łącznie z posiadaniem sąsiadki meliniary, która organizowała imprezy dzien i noc, a jej nawaleni koledzy rozbijali się po korytarzu budząc wszystkich. Sikali pod siebie, zturliwali radośnie po schodach, zostawiając za sobą krwawą ścieżkę. Byli też koneseremi muzyki rozrywkowej, zwłaszcza o 4.00 nad ranem. No, ale co ja tam wiem o niefajnych sąsiadach ;) No w każdym razie, po tych przygodach: dzieci, psy, pety, zapach indyjskiego żarła, ktory mnie często budzi, od sąsiadów z dołu (na początku nawet fajnie, ale może zbrzydnąć), to dla mnie (i podkreślam, dla mnie) na prawdę pikuś.