Lisamona.
No jestem walnięta, więc mnie to męczy.
Taka sytuacja.
Mój psych zapomniał o mojej sesji ;)
Znaczy niby stracił poczucie czasu. Czekałam sobie w poczekalni i po 15min uznałam, że coś nie teges, zapytałam i okazało się, że psych jest, ale trzeba go szukać.
No ok, przeprosił, przedłużył sesję, wziął na klatę.
Do tej pory nie był taki zły. Jakoś mu się udawało te kwasy rozpuścić. Ale.
Moja psycha dostała wkurwa ;D Chce się obrazić i nie przyjść więcej. Mój mózg rozumie, że no nie jestem pępkiem wszechświata, no tak wyszło, niedobrze wyszło, ale może to nie dramat. Moja psycha mówi, że do kosza tę terapię i zabijmy się wszyscy.
W sumie to chyba nie ma znaczenia dla nikogo. Ale problem z tym, że mam rozgrzebane w głowie badziewie. I ogólnie wiele spraw naknoconych. I akurat zaczęłam trochę czuć sens tej terapii ;) Ale mi uciekł natychmiast z krzykiem. Dlatego czuję się zawiedziona, bo zawsze chujowo wszystko wychodzi.
I co ja mam zrobić ze sobą moje drogie Bravo? Jak żyć?