Lisamona.
Ponoć brak bliskiej osoby, której można powierzyć taki smętny sekret, jak ta cała moja trauma to dość rzadka przypadłość. Więc jednak jestę dziwologię ;) Zwichrowanym i pojebanym. Dokładnie tak, jak czułam.
Cała kombinacja wypadków w mym życiorysie też ponoć dość chujowo niefortunna.
Pisałam, ale ciagle przeżywam, bo nie mam gdzie przeżywać ;D Udało mi się zatem na tej końcówce życia dowiedzieć się, zrozumieć, dlaczego jestem taka dziwna. Przykre jest to, że gdyby wcześniej dopisało mi trochę szczęścia, to może coś by z tego życia było... Niestety, jakoś dupa jak zawsze.
Wiem, że bez sensu ględzę. Czasem mi tak samotnie, że tutaj piszę. Pisanie do samego siebie czasem męczy. Już też wiem, czemu tak lubiłam pisać na forum. Omijałam te swoje mechanizmy. Nikogo personalnie nie męczyłam - bo mam ten mechanizm, że jak tylko powiem o sobie za dużo, to budzi się we mnie stres i obawa, że ta osoba ucieknie albo mnie znielubi.
Na forumie nikt nie musi czytać ani odpowiadać, a jednak jest takie złudzenie, że piszę do ludzi, nie do samej siebie. Oszukiwanie samotności. Jak woda z aromatem zupy na wielki głód.
Teraz, kiedy już chyba wszystkie elementy układanki poskładałam, jest mi smutno i ciągle się temu dziwię. To pasuje.